„Pilskie macanki”

by Beata on 19 października 2017

Znalazłam dziewczyny, które zamiast narzekać, że nic się nie dzieje, postanowiły same się zorganizować. Informację o ich spotkaniach znalazłam przypadkiem, na facebooku. Gdy spotkałam się z nimi, byłam zaskoczona i zauroczona ich otwartością, żywiołowością i pozytywną energią, która z nich wprost emanowała.

 

 

 

 

 

 

 

 

Anita, która z zawodu jest protetykiem słuchu odkąd zamieszkała w Pile, szukała miejsc, w których mamy z dziećmi mogłyby spędzić czas w sposób aktywny i ciekawy. I tak trafiła na…”

…pilskie „macanki

Spotykają się regularnie, co miesiąc, w jednej z kafejek przy 11 listopada. Nazywają te swoje spotkania żartobliwie – „pilskie macanki”. Gdy pytam skąd ta nazwa, Karolina Rachfał , ich inicjatorka, wspomina ze śmiechem, że nie znały się, więc jakoś trzeba było przełamać lody. Chusty – ich oglądanie i dotykanie – okazało się doskonałym pretekstem do rozmowy i nawiązania znajomości. Stąd „macanki”, bo zaczęło się od macania i porównywania chust. Zresztą, do dziś ten rodzaj „transportowania” dzieci, budzi co najmniej spore zainteresowanie na pilskiej ulicy. Więc, gdy do grupy dochodzą nowe mamy, już samo oglądanie kolorów, deseni i faktur chust stanowi swoistą atrakcję.

 

Po co im te spotkania?

Karolina opowiada, że początkowo chodziło jej o to, by rozpropagować ideę, uczyć się nawzajem technik wiązania chusty tak, by stała się swoistym nosidełkiem dla malucha. Z czasem, samoistnie nawiązały się wzajemne relacje, znajomości a może i przyjaźnie. Na co dzień z pewnością, każda z nich ma inne zainteresowania, plany, marzenia, doświadczenia życiowe, czy problemy. A jednak, ta maleńka społeczność działa jak swoista grupa wsparcia. Od Anity, mamy dwumiesięcznego Olafa, usłyszałam, że fajnie móc się spotkać z ludźmi, którzy mają aktualnie podobne zainteresowanie. – Chyba każdy potrzebuje się wygadać. A tutaj można mówić na luzie, bez wyrzutów sumienia, że komuś marudzi się ciągle tylko o dziecku. – Wszystkie przyznają też, że „społeczność chustowa” jest mała i w takim mieście jak Piła, które nie zapewnia anonimowości, dużo raźniej chodzi się w parze czy w grupie. – Samotnie bywa dziwnie – mówi Karolina -W grupie raźniej – dodaje. A poza tym, gdy idą „zamotane”, gdy widać je na ulicy, łatwiej im znaleźć się z dziewczynami, z którymi chciałyby dzielić się swoją radością i swoim szaleństwem. –

 

W czym chusta jest lepsza od wózka?

Każda z nich odpowiada na to pytanie trochę inaczej. Najczęściej przewija się argument o bliskości dziecka, o tym, że maluch jest spokojniejszy słysząc bicie serca mamy i czując jej dotyk. Wiele z uczestniczek „pilskich macanek” twierdzi też, że dziecko zamotane w chustę i niesione przy piersi, widzi większy kawałek świata, niż z wózka. Dla maluchów, które mają osobowość odkrywcy, taka pozycja jest dużo ciekawsza. Ale równie często, dziewczyny z którymi rozmawiałam, używały nader racjonalnych argumentów – mam wolne ręce i mogę dużo więcej zrobić w domu, nie odkładając dziecka- mogę iść na zakupy do każdego sklepu, nie martwiąc się o to, czy przejdę z wózkiem między regałami, czy będzie go gdzie zostawić lub czy znajdzie się ktoś kto pomoże mi go wnieść czy znieść – mówią. W Pile, tak jak w każdym mieście, wciąż jeszcze jest sporo barier, które są nie do pokonania dla wózka. Barier, o których nie mamy pojęcia i z których uciążliwości nie zdajemy sobie sprawy, dopóki się z niemi nie zetkniemy. Pola ma trzy miesiące i prześliczną liliową kokardę na głowie. Jej tata często jest w delegacji i gdyby nie chusta, mama Poli, miałaby mniej swobody. Problemem byłoby nawet wyjście na spacer z psem, bo mieszkają na czwartym piętrze w jednym z pilskich bloków. –  Szybko, zawiążę małą i jestem już gotowa. Nie muszę się tarabanić z wózkiem z czwartego piętra- opowiada mama Poli.

Niech je pani rozwiąże, przecież udusi pani dziecko!

Gdy pytam, jak ludzie reagują na nie na ulicy, słyszę, że bywa różnie. Czasami ktoś obrzuci je krytycznym wzrokiem, innym razem zwróci uwagę, że to dla dziecka chyba niewygodne…Zdarzają się też dużo bardziej gwałtowne reakcje. Któraś z zamotanych mam usłyszała, na przykład, że dusi dziecko. Ale bywają też bardzo miłe spotkania. Zwłaszcza starszych pań. Bo okazuje się, że chusty, nie są żadnym nowoczesnym wynalazkiem.

Artykuł opublikowany w Tygodniuku Pilskim w 2016 r.